niedziela, 19 kwietnia 2015

piątek, 17 kwietnia 2015

Pielęgnacja brody...

 

Czołem, Brodacze. I wszyscy pozostali :)
Długo nic ciekawego się na blogu nie działo, dlatego mam dzisiaj dla Was całkiem przyjemny post. 
Zadajcie wiele pytań na temat mojej brody. Jak o nią dbam, czym pielęgnuje itp. Dzisiaj postaram się Wam odpowiedzieć na te pytania :) 
Zacznę od tego, że jeszcze do niedawna nie przykładałem większej wagi do pielęgnacji mojej brody. Szybkie strzyżenie, bez większego zastanowienia się nad kształtem. Nie korzystałem z żadnych olejków i kremów. I jakoś to wyglądało ;p 
Sytuacja się zmieniła, kiedy miałem okazję skorzystać z usług profesjonalnego barbera. To co zrobił z moją brodą i to jak wyglądała ona po całej serii wcierek, olejków i Bóg wie czego jeszcze, sprawiło, że zachciałem już zawsze mieć tak zadbaną brodę. W tym momencie zgłosiła się do mnie Pani Kasia z  The Bluebeards Revenge. i nie mogłem nie skorzystać z jej propozycji.  
 
 

Pierwszy etap to nakładanie olejku przed goleniem. Jego zadaniem jest zmiękczenie zarostu, a co z tym się wiąże, ułatwienie golenia nawet najbardziej opornej szczeciny :) 


Kiedy już dokładnie wmasuję olejek w brodę, przystępuję do skracania. Korzystam z maszynki elektrycznej z trymerem o różnej szerokości. Do pierwszego etapu strzyżenia wykorzystuję szeroki trymer - przy bardzo długim zaroście proponuję najpierw wykorzystać nożyczki-będzie szybciej i łatwiej.


Kiedy moja broda wygląda już w miarę dobrze, przerzucam się na wąski trymer. Przy jego użyciu golę wąsa oraz wstępnie obrabiam kontury brody. Wąsa golę zawsze do linii ust. Podobno tak trzeba ;p Mi zwyczajnie tak pasuje :)


Kiedy zaczynałem się golić, a było to o zgrozo 15 (!) lat temu, powiedziałem sobie, że w przyszłości nie chcę używać pędzla i kremu do golenia. Pamiętacie legendarny zapach "warsa" i TE maszynki? Ja nawet jeszcze z nich korzystałem. Teraz jednak wróciłem do tego zestawu :)
Ale wracając do tematu. Po obstrzyżeniu brody i zrobieniu wstępnych konturów, przystępuję do modelowania kształtu konturów. Zaczynam od nałożenia kremu do golenia. Ja korzystam z kremu The Bluebeards Revenge, który poza tym, że świetnie pachnie, ma bardzo delikatną konsystencję. Jego drobną wadą jest to, że stosunkowo szybko wysycha, więc jeśli będziecie z niego korzystać, nakładajcie go etapowo i golcie na bieżąco.

 
I teraz zaczyna się jazda bez trzymanki, gdyż przychodzi moment, kiedy należy użyć brzytwy. Robiąc zdjęcia do posta, brzytwę miałem w dłoni po raz  pierwszy w życiu. Stwierdziłem, że jak zajmować się brodą, to na całego. Pierwsze golenie nie było perfekcyjne. Golenie brzytwą wymaga, poza ostrożnością, wprawy w trzymaniu samej brzytwy. Odpowiedni kąt przesuwu itp. Nie będę Wam doradzał w tym względzie, gdyż dopiero się tego uczę. Dodam tylko, że satysfakcja z pierwsze golenie brzytwą jest naprawdę duża :)



Po emocjach związanych z brzytwą, przeskakuję z powrotem na maszynkę elektryczną. Cienki trymer i pozbywam się resztek odstającego zarostu. 


Na koniec kolejny kosmetyk. Balsam po goleniu, z którym mam mało sympatyczne wspomnienia. Szczypie. Zawsze. Każdy. Jakież było moje zdziwienie, kiedy okazało się, że balsam od The Bluebeards Revenge nie szczypie. Serio. I to po goleniu brzytwą. W każdym razie zdecydowanie polecam jako ten nieszczypiący i do tego świeżo pachnący.


Matylda jest bardzo towarzyska. nawet przy goleniu musi się przyglądać :)


No i efekt końcowy. Jak dla mnie bardzo zadowalający.


 Wpis powstał we współpracy z marką The Bluebeards Revenge.